Ostatni weekend miał należeć do tych spokojniejszych. Nie udało się... ;)
W sobotę rano spacer na rynek, bo jak tutaj jechać autobusem, gdy pogoda iście letnia... Szybkie zakupy i spacerem do domu.
Późnym popołudniem wyruszyliśmy na szwedzko-amerykańską kolację. Daniem głównym były raki! Pierwszy raz próbowałam raków. Mam nadzieję, że w przyszłym roku uda mi się pojechać na raki do Szwecji... Wieczór skończył sie później niż było w planach...
...dlatego trudno było wstać na poranną wspinaczkę, ale się udało! I było warto... Po kilku godzinach mieliśmy przed sobą takie widoki.







