02.10.2015

F jak Frank

F jak Frank, czyli rzecz o pieniądzach

Generalnie o pieniądzach się nie mówi i nie pisze. Temat tabu, ale kiedy ich brakuje o niczym więcej się nie myśli i zastanawia jak je zdobyć.
Kiedy wyjeżdżałam do Szwajcarii wypłaciłam z konta wszystkie moje oszczędności, w przeliczeniu miałam ze sobą jakieś 1500 franków (to był rok 2011, frank kosztował jakieś 3,20 zł). Wynajem naszego mieszkania to 1200 franków. Z moimi oszczędnościami nie mogłam zawojować Szwajcarii. Zarobki mojego męża nie były najwyższe.
Ja na początku wciąż wierzyłam, że uda mi się dostać pracę. Kiedy przyjechałam do Szwajcarii rynek pracy dla Polaków był wciąż otwarty (otwarto go w maju 2011 roku). Przed 2011 Szwajcaria zgodnie z dwustronną umową z Unią Europejską mogła regulować napływ emigrantów z "nowej Unii" (kraje przyjęte w 2004 roku). W takiej sytuacji mogłam pozostawać w Szwajcarii legalnie przez trzy miesiące w poszukiwaniu pracy, a mój potencjalny pracodawca nie musiałby wcale udowadniać, że na moje miejsce nie może znaleźć osoby, która miała już pozwolenie o pracę. Niestety sytuacja zmieniła się w kwietniu 2012 roku, kiedy rząd szwajcarski zdecydował, że rynek pracy dla "nowych krajów UE" należy regulować, i wprowadzono limity na pozwolenia na pracę m.in. dla Polaków. I tak w maju 2012 roku - byłam bez pieniędzy (moje oszczędności dawno się rozeszły), nielegalnie (moje trzy miesiące już dawno minęły) i bez perspektyw na pracę. Ja się wciąż łudziłam, że pracę dostanę, ale zimny prysznic przyszedł w grudniu 2012, w czasie rozmowy z jedną z konsultantek w agencji pracy. Pani powiedziała coś, co gdzieś wewnątrz wiedziałam, ale chyba nie mogłam głośno się do tego przyznać: Twoje CV jest ciekawe, ale nie na tyle, aby jakiś pracodawca walczył o Twoje pozwolenie o pracę.
Moje ego ucierpiało, ale jasno wiedziałam na czym stoję.
A wracając do tematu pieniędzy - zdarzało nam się brać z bankomatu pieniądze z karty kredytowej, często odwiedzaliśmy mamę mojego M, aby zjeść u niej obiad, zakupy robiliśmy z kalkulatorem w ręku. Ale myślę, że byliśmy też bardziej kreatywni w kuchni - trzeba było coś z niczego ugotować, a także w wyborze naszych wycieczek po okolicy - jak najniższym kosztem zobaczyć jak najwięcej. To była dobra lekcja.

U innych Polek F jest takie:
Włochy by Obserwatore - Funkcje społeczne w szanującym się włoskim domu
Direction Sweden - F jak Formalności
Gone to Texas - F for Family



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz